KLINTHOLM HAVN (Møn) – Møn KLIF – Rønnede (ZELANDIA) – DZIEŃ 3

Powiększ obraz

Klify na wyspie Mon (Dania)Rano budzi nas silny wiatr uderzający w ostatnie (chyba) pełne okno w tym domku. Pobudka, trzeba iść popływać w morzu. Z całych tych wypraw najlepiej pamiętam poranne pływanie. Wychodzę na wydmy i widzę wzburzone morze a na nim kilka kutrów rybackich stawiających sieci. Na plaży nie ma nikogo. Wskakujemy do wzburzonego Bałtyku i pływamy, pływamy i nie mamy ochoty wyjść. Wiatr się wzmaga coraz bardziej a my nie robiąc sobie nic z niego w tych wielkich falach śmigamy. Radość o poranku. Teraz tylko śniadanko i startujemy na klify. Wyjeżdżamy z naszego osiedla widmo i słyszymy potworny huk. Wielka, kwitnąca lipa za nami pękła i upadła na drogę. Dobry znak! W drogę…

Na kilku kilometrach pod górę muszę wracać i …. szukać klapka, który dziwnym trafem odpadł. News dnia: klapek Adidas odnaleziony. Mam do niego sentyment. Od 2007 roku towarzyszy mi w każdym wyjeździe. Drugi zresztą też! Wreszcie docieramy do jednych z celów naszego przyjazdu do Danii – klifów. Jeszcze tylko kilkaset stopni w dół i … możemy radować się widokiem przepięknych, białych klifów. Fantastyczne.

No ale czas ruszać dalej tym bardziej, że zaczyna padać deszcz. W lekkim deszczu docieramy do Stege. Znajdujemy fajną kawiarenkę z kawą i wifi w prezencie. Próbujemy przeczekać deszcz i rozmawiamy co dalej. Plan jest prosty. Jedziemy w stronę Kopenhagi ile się da… a jak już się nie da rozbijamy się na dziko (osobny wpis poświęcę temu jak chętnie duńczycy chcieli nas gościć, łącznie z ich pokrętnymi odpowiedziami na nasze zapytania).

Witaj Zelandio!!! Pogoda się poprawiła, łapiemy też coraz lepszą kondycję więc drogę połykamy dość szybko aż docieramy do parkingu gdzieś koło Rønnede.

 

ENDOMONDO DZIEŃ 3

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *