ULSLEV – KLINTHOLM HAVN (Møn) – DZIEŃ 2

Spotkanie z polską załogą
Spotkanie z polską załogą

Cudowny, słoneczny poranek wita nas. To będzie pierwszy, cały dzień w Danii. Plan na dzisiaj – dotrzeć na wyspę Møn jak najbliżej słynnych klifów. Rok wcześniej oglądaliśmy klify na Rugii. Teraz czeka nas porównanie z klifami Møn.

Poranne pływanie w cudownym Bałtyku (dlaczego on jest tutaj taki ciepły?), śniadanko i w trasę. Za campingiem biegnie cudowna aleja leśna wzdłuż wybrzeża. Świetne miejsce do biwaku na dziko. Trochę żałujemy pobytu na campingu. Przeprawa promowa, na wysepkę Bogo i dalej wraz z wieloma rowerzystami podążamy w kierunku klifów. Pogoda upalna, nie do zniesienia, czujemy, że wymiękamy. I jeszcze oprócz słońca ten wiatr i pagórki. A miało być tak pięknie… 

Docieramy pod wieczór do Klintholm Havn. Bogusia jest padnięta, zalega na plaży. Ja po kąpieli podejmuje desperackie poszukiwania noclegu. Campingu nie ma ale znajduje osiedle domków letniskowych znajdujących się w ruinie. Jeden z nich jest całkiem przyzwoity. Posprzątałem duży pokój oraz małą sypialnie przylegającą do niego. W niej jest nawet rama łózka. Jest dach, jest gdzie spać, nie ma o co się martwić.

Jeszcze muszę zreanimować żonę. W pobliskim sklepie kupuję 2 butelki najtańszego wina czerwonego. Ceny są HO HO ale najtańsze okazuje się …. UNDURRAGA  (chilijski diament) kapitalne wino chilijskie 🙂

W porcie pod drzewkiem rozstawiamy kuchenkę na stoliku i gotujemy wodę na gorący kubek. Do obiado-kolacji winko. Lekki szum w głowie trochę tłumi ból spalonych pleców oraz nóg. Można zwiedzać. Druga butelka zostanie skonsumowana do poduszki.

Będąc w porcie trafiamy na jacht z Polski. Fajnie jest tak sobie posiedzieć z rodakami i porozmawiać…. No ale zmęczeni jedziemy do naszego domku. Do środka wjeżdżamy na rowerach. Jeszcze tylko nadmuchać maty i … momentalnie zasypiamy.

ENDOMONDO  DZIEŃ 2

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *